czwartek, 18 października 2012

Idea państwa narodowego a katolicyzm

Czyli – czy narodowiec może być katolikiem?
(Poniższy tekst jest odzwierciedleniem mojego osobistego spojrzenia na sprawę i niekoniecznie odpowiada stanowisku WPS)

Narodowiec oczywiście może być katolikiem, ale powinien mieć świadomość sprzeczności pomiędzy ideą państwa narodowego – ZIEMSKIEGO – a naukami Jezusa/Joszue zawartymi w NT.
O czym wielu katolików nie za dobrze wie, nauki Jezusa/Joszue (w języku aramejskim jego imię oznacza “Jahwe jest zbawieniem”) dotyczyły wyłącznie dążenia do “Królestwa Niebieskiego”. Jezus/Joszue nie zamierzał burzyć czy budować królestw ziemskich (odpowiedników państw narodowych). Jego nauki (bądź słowa włożone jemu w usta przez ewangelistów i autorów listów) są jednoznaczne:
“Moje królestwo nie jest z tego świata.”
„Nasza bowiem ojczyzna jest w niebie.”
„Dążcie do tego, co w górze, nie do tego, co na ziemi.”
„Kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne.”

Jezus/Joszue nie zamierzał reformować życia społecznego. Niewolnikom zalecał posłuszeństwo, pokorę, obiecując im za to nagrodę w niebie. Nie zamierzał walczyć z uciskiem, z niesprawiedliwością, z obcą władzą świecką (oddajcie cesarzowi co cesarskie).
Jego niektóre nauki można nazwać wręcz nieco aspołecznymi, a przynajmniej lekkomyślnymi i nieodpowiedzialnymi z punktu widzenia funkcjonowania państwa mającego za zadanie zapewnienie materialnego bytu obywateli.
“Dlatego powiadam wam: Nie troszczcie się zbytnio o swoje życie, o to, co macie jeść i pić, ani o swoje ciało, czym się macie przyodziać. Czyż życie nie znaczy więcej niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie?”
“Przypatrzcie się ptakom w powietrzu: nie sieją ani żną i nie zbierają do spichrzów, a Ojciec wasz niebieski je żywi. Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż one?”
“Nie troszczcie się więc zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie.”
“Nie troszczcie się więc zbytnio i nie mówcie: co będziemy jeść? co będziemy pić? czym będziemy się przyodziewać. Bo o to wszystko poganie zabiegają.”

Głód, niedożywienie, zimno i towarzyszące im choroby spowodowały w historii ludzkości więcej ofiar, niż wojny…

Katolicyzm powstał jako sekta w łonie judaizmu. Pierwszymi jej członkam byli wyłącznie Żydzi. Z Palestyny nowa wiara, wyrzucona ostatecznie poza judaizm, ale nierozerwalnie z nim korzeniami związana, rozlała się powoli na antyczny świat.
Polsce katolicyzm został ostatecznie siłą narzucony w XI w. Był dla naszych praojców obcą i niechcianą wiarą.
Mieszko przyjął katolicyzm z powodów taktycznych i pragmatycznych. Germański żywioł, pod płaszczykiem chrystianizacji parł na wschód. Przyjęcie chrześcijaństwa przez Mieszka odbierało Germanom pretekst do podboju. Dzięki temu państwo Mieszka uniknęło losów Słowian Połabskich czy Serbołużyczan.

Ale – nie oszukujmy się – Mieszko nie przyjął chrześcijaństwa ponieważ uwierzył w głoszone przezeń “prawdy objawione”. W ówczesnej sytuacji geopolitycznej nie miał po prostu innego wyjścia.

Jego poddani nie byli jednak zachwyceni nową wiarą, a zwłaszcza natychmiast narzuconą na rzecz KK dzisięciną. Kilkadziesiąt lat później, w XI wieku miał miejsce bunt naszych Ojców przeciwko nowej wierze. Przy jego okazji katoliccy kronikarze wymazali nam z historii jednego króla – którego wina polegała na tym, że razem z poddanymi odrzucił niechciany katolicyzm.
http://interia360.pl/artykul/zapomniany-krol-polski,45188
Naszych przodków spotkała za ten bunt okrutna kara. Kolejny król, nazwany przez katolickich kronikarzy “odnowicielem”, przy pomocy niemieckich ciężkozbrojnych wojów, w sojuszu z chrześcijańską Rusią krwawo stłumił bunt.
Także i papiestwo surowo naszych przodków ukarało:
“Rozpoczęła się siłowa chrystianizacja, bezwzględnie niszczono wszelkie pogańskie ośrodki religijne, w ich miejsce budując chrześcijańskie. Dotknęły ich również sankcje zewnętrzne. Określono je nad wyraz dokładnie w bulli wydanej przez papieża Benedykta VIII: „Corocznie płacić będą Polacy kurii papieskiej zwyczajny pieniądz od każdej głowy, wyłączając głowy szlacheckie, nie będą zapuszczać włosów na głowie i brodzie, zwyczajem barbarzyńskim, ale będą je starannie postrzygać. Wielkiego Postu przestrzegać o trzy tygodnie dłużej niż w innych krajach (…), wiecznie też będą obowiązani, aby w Bogu i w Wierze Chrześcijańskiej wdzięczniejszymi i gorliwszymi byli”.

Mimo to nasi przodkowie nadal trwali w ich wierzeniach. Bulla papieska z XIII wieku, dotycząca Krakowa, potępiała pogańskie praktyki w ówczesnej stolicy Polski. A kaznodzieje katoliccy podobne praktyki piętnowali z ambon jeszcze i w XV wieku.
Katolicyzm od momentu zaproszenia go pałaców w IV w, aż do upadku państwa kościelnego był jednym z dwóch głównych filarów niesprawiedliwego systemu stanowego. System ten garstce arystokratów dawał władzę, przywileje i bogactwa, a ogromne rzesze pozbawionej praw ludności wiejskiej utrzymywał w biedzie i poddaństwie. KK ten łupieżczy system uzasadniał Prawem Bożym.
Dzisiaj KK, pozbawiony realnej władzy politycznej stroi się w obrońcę i rzecznika biednych i uciśnionych. A przez tyle wieków sam był ciemiężcą.
Wiek dwudziesty nazywany jest wiekiem totalitaryzmów. A przecież katolicyzm stworzył wielowiekowy system totalitarny. Ludziom siłą narzucono w co mają, a w co nie mogą wierzyć. Opornych i buntujących się często bezwzględnie eksterminowano. Narzucano ludzim kiedy i czego jeść nie mogą. W czasach Chrobrego chłopu za złamanie postu wybijano zęby. Złapanego po raz drugi na tym samym zabijano. KK ingerował nawet w najbardziej intymne sprawy ludzkie – w pożycie seksualne małżonków. Przy czym przez wieki praktykowano przymusowe małżeństwa. Kapłani udzielający ślubów wiedzieli często, że małżeństwo jest wymuszone. A jednak ślubu udzielali.
Jakakolwiek krytyka kleru, jakiekolwiek poddawanie w wątpliwość dogmatów kończyło się prześladowaniami, torturami, często śmiercią. Jedynym ratunkiem było ukorzenie się przed KK i odwołanie “błędnej nauki”.
Wyprzedzające epokę dzieło A. Modrzewskiego “O naprawie Rzeczypospolitej” w Polsce ukazało się w pełnym wydaniu dopiero w czasach PRL. Wcześniej cenzura kościelna zabroniła wydania rozdziału o kościele i o szkole.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Commentariorum_de_Republica_emendada_libri_quinque
W okresie kontrreformacji działalność gorliwych katolików była wielokrotnie szkodliwa dla racji stanu Rzeczypospolitej. W sumie jedną z istotnych przyczyn jej upadku był właśnie fanatyzm gorliwych katolików. Ich cechą charakterystyczną było stawianie interesów katolicyzmu ponad interesem państwa. Zdarzali się wprawdzie katolicy, którzy interes państwa stawiali ponad interesem kościoła, ale ich wpływy były mniejsze, niż mieli je katolicy gorliwi.
W owym okresie nie dość, że społeczeństwo było stanowe, chłopi nie mieli żadnych praw publicznych, a mieszczanie tylko ograniczone do terytorium miast, to jeszcze Polska była podzielona na coraz bardziej uprzywilejowanych katolików i obywateli drugiej kategorii – czyli wszystkich innych. Jedynie bogata magnateria, ze względu na jej majątek i wpływy, tej dyskryminacji nie odczuwała tak dotkliwie.

Fundamentem katolicyzmu, samego siebie określającego jako religię miłości Boga i bliźniego, w rzeczywistości jest strach. Strach przed wiecznym potępieniem (po to przejął katolicyzm wymyślone w judaiźmie piekło) i strach przed gniewem Bożym (po to czytane są w kościołach fragmenty przejętego z judaizmu Starego Testamentu o eksterminacji grzeszników przez plemiennego Jahwe – np. potop czy Sodoma i Gomora).
Doktrynę kościelną na podobieństwo judaizmu wymyślono tak, aby kasta kapłanów była niezbędna i uprzywilejowan. Bez Kościoła (czytaj – bez jego hierarchii) nie ma zbawienia. Bunt przeciwko hierarchii jest buntem przeciwko Bogu – Kościół (czytaj – hierarchia) napełniony jest duchem świętym. A ten jest – jak głosi dogmat – trzecią osobą boską.
Do swojej potęgi materialnej i politycznej Kościół dochodził nierzadko drogą ewidentnych oszustw. Tak było np. z tzw. “donacją Konstantyna”.
http://antykorupcja.edu.pl/index.php?mnu=83&id=4565
Kościół wykorzystywał naiwność owieczek. Nie tylko handlując tzw. “odpustami”, gdzie za żywą gotówkę można było “wykupić” sobie tyle a tyle lat czyśćca.
Także handel relikwiami był doskonałym interesem. A relikwie tak się mnożyły, że np. domniemanych kopytek osiołka, na którym Jezus/Joszue wjeżdżał do Jerozolimy starczyłoby na duże stado osłów.
Kult relikwi przybierał formy wręcz kołtuńskie. Tak było z kultem relikwii pod postacią domniemanego napletka Jezusa/Joszue.
http://fakty.interia.pl/news/wstydliwa-relikwia,930562
Katolicyzm przejął od judaizmu (poza bogiem Jahwe) przekonanie, że jest “nowym” narodem wybranym. To nadawało mu przez wieki rys religijnego rasizmu. Wg. katolików tylko oni szli do nieba. Cała reszta, łącznie z innymi odłamami chrześcijaństwa skazana była na piekło.
Metody zdobywania nowych terenów podczas tzw. “chrystianizacji” przypominały często biblijny podbój Kannaanu przez Izraelitów. Mordowanie opornej ludności nie należało do rzadkości (vide – krzyżacy).
Katolicyzm dopuścił się nawet “przeróbki” Dekalogu. W przekładach biblii istnieje w ST przykazanie:

“Nie uczynisz sobie obrazu rytego ani żadnej podobizny tego, co jest na niebie w górze i co na ziemi nisko, ani z tych rzeczy, które są w wodach pod ziemią. Nie będziesz się im kłaniał ani służył. Ja jestem Pan, Bóg twój, mocny, zawistny, karzący nieprawość ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia tych, którzy mnie nienawidzą; a czyniący miłosierdzie tysiącom tych, którzy mię miłują i strzegą przykazań moich.“

W dekalogu katechizmowym tego przykazania nie ma. Aby pasowała liczba “dziesięciu” przykazań inne przykazanie rozbito na dwie części.

Zapewne katolicyzm miał i dobre strony. Jednak ilość szkód, jakie wyrządził katolicyzm Polsce, zdecydowanie nad pozytywami przeważa.

A jak jest dzisiaj?
Dzisiaj katolicyzm jest elementem rozbijającym społeczeństwo. Gorliwi katolicy skłóceni są nie tylko z innymi odłamami chrześcijaństwa i z innowiercami. Z pogardą patrzą na “pogan”, na “bezbożników”, na “ateistów”. Dla gorliwego katolika każdy, kto nie wierzy jak on jest “bezbożnikiem”. Gotowość do ugody, kompromisu, jest u gorliwych katolików cechą nieznaną.
Problem pogłębia rozbicie samego katolicyzmu. Przeróżne jego odłamy kłócą się pomiędzy sobą o to, który z nich jest z nich “prawdziwym” katolicyzmem.
Katolicyzm wykorzystywany jest instrumentalnie przez agenturę rządzącą Polską. PiS, kierowany przez pełniących obowiązki Polaków koczowników jest ostentacyjnie katolicki. Z tego powodu jego liderzy są w oczach milionów katolików patriotami.
Katolików miesiącami wciągano w prowokację utrzymującą kult Kalksteina – czyli w obronę “krzyża smoleńskiego”.

Są naturalnie katolicy w Polsce, którzy z ich wiarą się nie obnoszą, uważając ją za ich sprawę osobistą. I tak powinno rzeczywiście być. Wiara jest sprawą osobistą – indywidualnym kontaktem człowieka z sacrum, z Bogiem.
Niestety, krzykliwa mniejszość gorliwych katolików, przekonana że katolicyzm jest synonimem polskości i patriotyzmu nie zamierza składać broni. Ich zamiarem jest uczynienie z Polski państwa wyznaniowego, a wiarę w żydowskiego plemiennego Jahwe chcą uczynić fundamentem naszego państwa.
Tylko, czy my, Słowianie, musimy kłaniać się w naszym polskim słowiańskim domu obcym, plemiennym, narzuconym naszym przodkom Bogom?
Czy rzeczywiście wiara w obcego, plemiennego, żydowskiego Jahwe, narzucona gwałtem i siłą naszym przodkom jest miernikiem i probierzem patriotyzmu i koniecznym fundamentem polskiego, słowiańskiego państwa?

opolczyk